Ubuntu w Południowej Afryce – co to naprawdę znaczy 12


Większość ludzi nadal nie zna słowa „ubuntu”, choć w ostatnich czasach zaczyna być kojarzone z nazwą dystrybucji Linuksa. W słowie tym kryje się dużo więcej niż tylko związek z programowaniem. W tym artykule chciałbym napisać o tym, jak „Ubuntu” rozumiane jest w południowej Afryce.

Słowo „ubuntu” pochodzi z języków plemion Bantu z południowej Afryki. Czasem to słowo jest tłumaczone po prostu jako „bycie razem” (togetherness). Nieco bliższe jego znaczeniu jest tłumaczenie „Jestem, ponieważ Ty jesteś” („I am because you are”). Pomimo znacznego zróżnicowania kultury i języków ludów Bantu, etyka ubuntu jest niezmienna.

Nie da się w prosty sposób wyczerpująco wyjaśnić, co ubuntu oznacza dla kogoś, kto żyje zgodnie z jego treścią. Jest ono obecne w praktycznie każdym aspekcie codziennego życia. Dla kogoś, kto żyje według tej etyki, jest ono jak powietrze, którym oddycha, jest tak oczywiste, że nie trzeba o nim przypominać.

My, którzy żyjemy poza kulturą ubuntu, możemy szybko dostrzec ją w zwykłych bieżących sprawach życia codziennego – w rzeczach, które są obce, a wręcz dziwne dla ludzi z kręgu kultury Zachodu. Oto kilka przykładów, które dostrzegłem podczas mojego krótkiego pobytu w południowej Afryce:

Zgromadzenie społeczności w AfrycePierwsza rzecz, chyba najbardziej niespodziewana, a obecna w społecznościach ubuntu w południowej Afryce – możesz jakiejkolwiek mijanej osobie powiedzieć „Witaj!” i zapytać ją, „jak się masz?”. Nieważne, czy to ktoś znajomy, czy nie; jeśli widzisz ich, a oni widzą Cię (co samo w sobie jest dosłownie pozdrowieniem w języku Zulu: „Widzę Cię” („I see you”)), pozdrawiasz ich, pytasz, jak się mają, i życzysz wszystkiego dobrego, niezależnie czy zatrzymali się, czy idą.

Innym częstym zwyczajowym pozdrowieniem ubuntu jest „Gdzie jesteś?” („Where are you?”), zamiast „jak się masz” („how are you”). Zwyczajowa odpowiedź „Jestem tutaj” („I am here”), niewątpliwie pokazuje, że bycie blisko społeczności i w czyimś towarzystwie jest rzeczywistym wyznacznikiem dobrego życia.

Ta sytuacja z pozdrowieniami wyjaśnia zjawisko znane jako „czas afrykański”. Żyjący tu ludzie są przyzwyczajeni do spóźniania się, a w przypadku południowej Afryki nie jest to kwestia braku dostępu do zegarków. Bierze się to stąd, że gdy ludzie przemieszczają się w określone miejsce, w czasie zwyczajowej wymiany przywitań i pozdrowień, czasami wywiązuje się dłuższa rozmowa. Może się to zdarzyć wiele razy i w zależności od pokonywanego dystansu, może prowadzić do spóźnienia w granicach od 15 minut do 1 godziny. Ale spóźnienie nie jest wymówką do uniknięcia bardziej zażyłej rozmowy. Spojrzenie na zegarek lub powiedzenie, że musisz być gdzie indziej, w południowej Afryce nie kończy rozmowy, tak jak, w Ameryce.

Ponadto, jeśli spotkasz kogoś, kto idzie w tym samym kierunku co Ty, jest naturalne (a wręcz spodziewane), że będziecie szli razem aż do miejsca, gdzie wasze drogi się rozejdą. Nie chodzi tylko o to, ze w towarzystwie czas szybciej mija – pomaga to także zapewnić „bezpieczeństwo w grupie”.

Co ciekawe, pozdrowienia nie są zarezerwowane tylko dla przechodniów. Jazda południowo-afrykańskim samochodem bez klaksonu jest jak bycie niemową usiłującą powiedzieć „cześć”. To takie trudne! Klaksony w społecznościach ubuntu nie służą do wyrażania szału i frustracji z powodu czyichś marnych umiejętności prowadzenia, czy do zachęcenia krów albo osłów do zejścia z drogi. Służą one do przywitania każdego człowieka i pojazdu, jaki mijasz. Zdecydowanie rzadziej wywiązuje się z tego dłuższa rozmowa, ale uprzejme zatrąbienie jest jednak konieczne.

W południowo-afrykańskich społecznościach ubuntu istnieje cała masa reguł dotyczących traktowania gości. Nieistotne, jakimi środkami gospodarz dysponuje na własne potrzeby – zawsze przyjmie gościa w pełnym zakresie, przy wykorzystaniu wszystkiego, co ma, nie oczekując odpłaty (a wręcz nie zgadzając się na nią). Nawet jeśli ktoś wpadnie z krótką wizytą, musisz wyjść z nim z domu, nie tylko do końca podjazdu, ale często również pójść dalej ulicą w kierunku jego domu, pokonując wraz z nim nawet połowę dystansu.

Większe zgromadzenia są właśnie takie – WIELKIE. Zgodnie z ubuntu, nikogo nie trzeba zapraszać na przyjęcie. Zaproszenia są najczęściej zwykłą formalnością, używa się ich do wszczęcia całego procesu. W rzeczywistości informacja o zbliżającym się przyjęciu roznosi się wśród całej społeczności, i każdy, absolutnie każdy, kto ma takie życzenie, może przybyć i będzie bardzo mile widziany.

Jeśli ktoś jest w jakikolwiek sposób powiązany z gospodarzem przyjęcia, czy jest to bliski przyjaciel, czy krewny (co oznacza także dalszych członków rodziny, a nawet powinowatych), istnieje założenie, że pokaże się on na przyjęciu na co najmniej 30 minut do godziny (lub nawet na cały dzień, w zależności od okazji). Ale nawet jeśli nie znasz gospodarza przyjęcia, zostaniesz przyjęty z otwartymi ramionami! Organizatorzy są przygotowani na taką okoliczność – przyrządzanie potraw trwa całą noc poprzedzającą przyjęcie i kończy się w momencie rozpoczęcia świętowania.

W typowej południowoafrykańskiej rodzinie, jej członkowie dzielą się prawie wszystkim. Nawet jedzenie w lodówce należy do wszystkich – jeśli jesteś w domu gościem niech nie wydaje Ci się, ze możesz tam coś po prostu przechować. Jeśli dla bezpieczeństwa oznaczysz coś swoim imieniem, zostanie to całkowicie zignorowane lub potraktowane jako obraza dla „rodziny”. Z tej przyczyny, jeśli jakieś jedzenie leży w widocznym poza sklepowymi półkami, prędzej czy później wpadnie w ręce dzieci, które je zauważą. Niekoniecznie zabiorą je same, ale z pewnością zapytają się, czy mogą je sobie wziąć oczekując, że wyrazisz na to zgodę.

Możemy oczekiwać, że w takiej społeczności wszyscy interesują się wszystkimi. Prawda jest taka: plotki nie rozsiewają się „mimochodem” – wszyscy się ich spodziewają. Powinieneś wiedzieć o najdrobniejszych zdarzeniach z życia twoich znajomych. W południowoafrykańskich społecznościach ubuntu, jesteś stróżem swego brata. Słowo przemieszcza się SZYBKO. Jest to dobre o tyle, że zapewnia stabilność społeczności. Jej członkowie rzadko kiedy mają ochotę popełnić przestępstwo przeciwko innemu członkowi, skoro nakrycie przez jedną osobę jest równoznaczne z nakryciem przez wszystkich.

Jest to mała próbka tego, co oznacza „ubuntu” w południowej Afryce. Mam nadzieję, że czytając powyższe przykłady, zrozumiałeś główną ideę – „ubuntu” oznacza, iż każdy kto cię otacza jest równie ważny, a wszyscy są tak samo ważni, jak ty sam. Jednostka jest odpowiedzialna za dobrostan społeczności, a społeczność jest odpowiedzialna za dobrostan jednostki. Jest to coś w rodzaju samowystarczalnej sieci pomocy, która istnieje na terytorium, gdzie często występują niedobory podstawowych zasobów. Dzięki temu każdy wie, że w chwilach załamania i dramatycznej walki o życie nie będzie pozostawiony sam sobie. Ubuntu.

Źródło tłumaczenia: Ubuntu in South Africa – What it Really Means
Autorem oryginału i posiadaczem praw autorskich do niego jest Nyiko


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 komentarzy do “Ubuntu w Południowej Afryce – co to naprawdę znaczy

  • hej

    piorunos -czyli przedstawiciel spoleczenstwa lichwoliberalnej urzedniczej despocji

    jak widac 27 lat wystarczylo na stworzenie antysolidaryzmu spolecznego szczegolnie obecnego
    w polskim internecie
    i szczegolnie w obszarach zasiedlonych przez mlodych ludzi wkraczajacych w dorosle zycie

    smutne

  • Jusko

    pioruns – masz wybór – czytać dany artykuł lub nie. Uważam ten artykuł za bardzo pouczający, i wyjaśniający w pewnym stopniu, dlaczego Canonical nadał naszemu distro akurat nazwę Ubuntu. Owszem, masz prawo do własnego zdania, ale warto wiedzieć zawsze coś więcej. Wiesz co, takie rzeczy się czasem przydają – ostatnio na wykładasz zakończyliśmy naszą prace w systemach Windows, i ten rok spędzimy używając wyłącznie Linuksów. Nie zgadniesz, ale wykładowca zapytał, czy ktoś wie, co oznacza Ubuntu, i czy potrafi wyjaśnić dlaczego nasze distro nazywa się Ubuntu. Artykuł adekwatny do zadanego wtedy pytania. Jak widzisz, czasem warto coś więcej wiedzieć, a nie interesować się tylko tym, co jest widoczne na pierwszy rzut oka.

  • bXXs

    To wiele tlumaczy…
    Mam na mysli takiego czarnego odbywatela z poludniowej afryki zyjacego w UK.
    Moze i Ci ludzie potrafia byc przemili ale wspolpracowac z nimi to jest masakra.
    Dodam,ze kazde twoje niezadowolenie konczy sie pomowieniami o rasizm.

    Swego czasu moj obraz ludzi z tych regionow swiata byl bardzo sproszczony i naiwny.Sadzilem,ze wiekszosc jest ciezko pracujaca i utalentowana sportowo i muzycznie. Ta cala ekspresja jest bardzo widoczna w Londynskich szkolach,osiedlach,na ulicach czy w autobusach. Ta cala spontanicznosc powoduje ze ludzie uciekaja na obrzeza miasta i to nie zdala od zgielku i spalin. Zdala od spontanicznych powitan z nozem, palka, wiecznymi syrenami i swiatlami wpoblizu takich domostw.Pretensje i obrazanie ludzi to norma.

    Poczatkowo bylem zdziwony reakcji kolegow kiedy przychodzil „ciemniejszy” interesant i byla walka kto ma go przyjac na spotkanie.Nikt niechcial.Wiec mi przypadlo to wyroznienie. Procent upierdliwych i wrednych ludzi tego regionu powala mnie na nogi. szansa na rozmowe z kims na poziomie to jest mniej niz .

    Wiem,ze to nie jest miejsce na takie uwagi…. wyprowadzam sie z dala od centrum, by miec dalej do pracy i moze sterczec w korkach na obwodnicy.Ale przynajmniej dziecko bedzie mialo normalnych rowiesnikow i wyrosnie na kulturalna (europejska) osobe a nie na malpe i bandziora.
    Zgaduje ze mieszkancy czarnych kontynentow sa wspaniali i tylko lobuzeria przyjezdza po zasilki do europy i powoduje problemy spoleczne.
    Przypominam ze nie wszyscy sa tacy,tylko procent,jakies 70-90%.

    Bardzo lubie Linuxa, tylko genaza nazyw UBUNTU mnie nie przekonuje, po za romantyzmem opisu.

    Pozdrawiam

  • laybythesea

    No tak, tylko art był o Ubuntu, nie o Czarnych. Nie o UK, tylko o Afryce. A żebyś Ty widział, jacy Polacy potrafią być wredni, a jacy Niemcy upierdliwi, a jacy Czesi denerwujący itd itp.

    Oczywiście, mam nadzieję, że rozumiesz, że moja wypowiedź nie jest próbą negacji Twoich negatywnych doświadczeń 😉 Ubuntu to pewien ideał, myśl, sposób – nazwij to jak chcesz. A to, że nie wszyscy tak postępują, to już inna bajka, nie?

  • PrzemCio

    Bardzo dobry tekst!

    Osobiście od kilku lat użytkuję Debiana, ale kiedy w listopadzie kupiłem lapka postanowiłem spróbować ubuntu… Kiedy zaraz po instalacji okazało się, że na 1GB RAMu potrafią mi chodzić full efekty compiza… zrozumiałem, że to dobry wybór 🙂 To fakt, że debian jest o wiele bardziej stabilny, ale jest przez to bardziej… nudny 😛 W wersji stable nie ma libc6, więc gry odpadają, a wersja testowa ostatnio mnie zadziwiła… zamiast FF3 jakaś alfacośtam? Ubuntu jest IDEALNE na desktopa!

    A geneza nazwy jest ważna! Bo cały ruch open source polega przecież na dzieleniu się wiedzą i doświadczeniem! Polecam poczytać opowiadanie Richarda Stallmana (założyciel projektu GNU) „W obronie wolności”