Niech będzie, że zadziałam jak Advocatus Diaboli. Używam Unity od momentu premiery, czyli od 28 kwietnia br. i uważam, że jest świetne. A przecież w temacie "Dlaczego nie używam Ubuntu 11.04..." nie chodzi, że to Ubuntu jest złe, tylko to "nieszczęsne Unity". W kilku punktach postaram sie wyjaśnić dlaczego tak nie jest. Punkty te moga się wydać z początku niezwiązane z tematem, ale to pewna logiczna ciągłość.
1. Kiedy w 2004 r. Mark Shuttleworth zdecydował się na stworzenie kolejnej dystrybucji Linuksa, nie było do końca wiadomo, co nim kieruje. Facet był nieprzyzwoicie bogaty i chciał leciec w kosmos

, co zresztą uczynił. Zamiast pomnażać majątek i odwiedzać swoje pieniądze na Kajmanach, postanowił "zrobić Ubuntu", ba, nawet założył dla swojego projektu ramy ideologiczne (vide: Manifest, Kodeks Postepowania itp.). Miał wizję.
2. Miał wizję i Ubuntu po kilku latach stał się najpopularniejszym biurkowym Linuksem. W świecie użytkowników MS Windows stał się nawet czymś więcej - Ubuntu stał sie tożsamy z Linuksem. Bo był (staral się być) user friendy i miał szansę zainstalować się na twojej maszynie, gdy inne dystrybucje nawet się nie odpalały. Linux z serwerów zszedł pod strzechy (1%-2% wg różnych szacunków) Nastał czas Linuksa na biurku? Nie! A może nastał? Nastał czas.
3. Nastał czas i wreszcie ktoś postanowił zarobić na biurkowym Linuksie (podkreślam biurkowym, nie RH) i skomercjalizować go tam gdzie można - sklepy muzyczne, pomoc techniczna, płatne aplikacje - a jednocześnie dalej trzymać sie zasady, że "Ubuntu always be free of charge". Takie zarabianie wymusza rzeczywistość. A co z interfejsem? Rzeczą pierwszą, z którą kontakt ma nowy użytkownik? GNOME2 było już tak siermiężne, że wyraźnie odstawało od porównywalnych GUI jak w OS X, czy choćby Windows (myślę tu najbardziej o 7). Rozwijane od lat nie mogło przejść rewolucji na miarę KDE, która zdecydowanie temu środowisku się przysłużyła. I w końcu przeszło. GNOME3 z Gnome-Shell. Cóż - nowoczesny pulpit zmieniający stare przyzwyczajenia, nawet więcej, wywracający dla niektórych ideę korzystania z interfejsu komputera. I tu narodziło się Unity. Nie jest do końca wiadomo komu uroiło się w Canonical, że to jest GUI, z którym Ubuntu ma podążać przez następne lata. Wiadomo tylko tyle, że wyewolułowało z interfejsu Ubuntu Netbook Edition i stało się domyślnym GUI Ubuntu. Może Mark znowu miał wizję?
4. Miał wizję. Dla mnie, który używa Ubuntu od wersji 6.06 Dapper Drake miał. Kiedy pierwszy raz zainstalowałem Ubuntu (wcześniej miałem SuSE Linux - taka była pisownia

) nie doznałem olśnienia - Ubuntu było brzydkie jak kupa, dosłownie, z tymi wszechobecnymi brązami. Ale poczułem, że distro ma potencjał i tak już zostało. Potem Ubuntu ewoluowało, niby było coraz lepiej i lepiej (dla niektórych gorzej i gorzej) i nastała w końcu era Unity. Unity ma potencjał, a ludzie, którzy zadecydowanli o jego powstaniu i rozwoju mają wizję.
5. Mają wizję. Wreszcie pulpit nie wygląda archaicznie, jak za czasów GNOME2. Jest spójny jeśli chodzi o tzw. theme - mamy kilka podstawowych kolorów: pomarańczowy, fiolet, czerń i utrzymana w tym tonie tapeta - jest charakterystyczny. To może najważniejsza cecha. Jedno spojrzenie na ekran i wiem, czego używasz - Ubuntu. Launcher po lewej stronie... hmmm, to nie Windows, hmmm to nie OS X, to musi być Ubuntu, już nawet nie Linux. Ta spójność to jedno. Są jeszcze kwestie techniczne. Nie bez znaczenia.
6. Nie bez znaczenia są ekrany. Wide. Nie lubię ich. Wolę te bardziej kwadratowe. Ale te bardziej kwadratowe są już passe. W związku z tym trzeba korzystać z tych "wide". Wykorzystajmy w takim razie potencjał tych panoramicznych do bólu - wszystko jest opisane tu:
http://www.muktware.com/news/23/2011/1204?page=0,0 Stąd brak dolnego panelu, Launcher po lewej stronie i AppMenu (Global Menu). Można się tu oczywiście wyżywać, że to Mac OSX zmieszany z W7. Kto od kogo kopiuje pozostawiam do przemyślenia. Kiedyś wszyscy mówili, że to MS kopiuje rozwiązania z KDE. Myślę, że dyskusja jest tu nierozwiązywalna, gdyz wiąże się z behawioralnymi czynnościami ludzkiego mózgu i zdolnościami manualnymi, a raczej ich ograniczeniami. Interfejs jest jaki jest. Powoli zbliża się do poziomu idiotoodpornego - kafelkowego

(patrz: Windows8). Unity, moim zdaniem, jest tu rozwiązaniem idealnym. Czy aby na pewno?
7. Na pewno to nie. Nie korzystałem jeszcze w kafelkowego Windows 8. Korzystam ze smartfona, w którym są "dotykowe przyciski". Bardzo to wygodne, jak to w smartphonie. A w Unity? Kiedy zainstalowałem Ubuntu 11.04 to troche nie mogłem się odnaleźć. O co chodzi? Jakieś to wszystko było pokręcone, nie takie jak wcześniej. Wpadła mi przez przypadek w oko tapetka ze skrótmi klawiszowymi Unity i miałem ją jako tło przez 3 tygodnie. Myślałem o Unity jak najgorzej, ale chciałem dać mu szansę. Z pomoca tapetki nauczyłem się obsługiwać Unity i teraz określiłbym mój poziom jako zaawansowany. Zacząłem inaczej myśleć. Myszka przestała istnieć. Nie odrywam rąk od klawiatury i czasami touchpada. Myślę Synaptic... wciskam SuperKey, piszę syn Tab i Enter i juz mam synaptica. Myślę Home Folder - naciskam SuperKey i 1 i mam Nautilusa z katalogiem domowym. Nowe okno tego samego: SuperKey+Shift+1 i już. Można mnożyć. Wierzę, że na stacjonarnym komputerze to jest bez znaczenia. Bo jest mysz. Na laptopie z touchpadem ma zalety. Dużo piszę i nie chcę odrywać rąk od klawiatury, a tu mam wszystko pod klawiszami. Unity zdecydowanie ma potencjał - trzeba tylko dać trochę czasu na jego rozwój. Nie od razu Rzym zbudowano. Jak było z KDE z linii 4 każdy pamięta. Unity nie jest doskonałe. Jeszcze.
8. Unity jeszcze nie jest doskonałe. Ma trochę bugów. Ale jest na pewno używalne i po kilku dniach wydaje się być bardzo ergonomiczne. Łamie zasady i przyzwyczajenia. Nie jest adresowane do geeków, którzy chcą wszystko zmienić na swoja modłę. Jest inne, lepsze, nowoczesne i ma przyszłość. Mark to wie i ja też to wyczywam
Konkluzją niech będzie cytat z przeciwnika (w sensie merytorycznym oczywiście):
igotit4free pisze:Gdyby nie takie eksperymenty, na naszą dietę składałyby się nadal wyłącznie owoce i robaki znalezione pod kamieniem a szczytem rozrywki byłaby masturbacja ...
Jak to mawiał Pawlak w Samych Swoich: mądrego to i dobrze posłuchać

PS.
Nie zachowałem się jak Advocatus Diaboli. Raczej odwrotnie. To zabieg PR
